Cześć. Doszłam do wniosku, że weekendy są najgorsze pod względem diety. Łatwo wypaść z rytmu i oprzeć się pokusom, a poprzez nadmiar wolnego czasu można zajadać nudę :( W ciągu tygodnia jakoś lepiej mi idzie i wpadam w rytm, fajnie planuję posiłki i jestem wobec siebie bardziej restrykcyjna. Chcę od poniedziałku dodawać tutaj zdjęcia posiłków, zrobić tracker i znaczyć dni które zaliczyłam pod względem limitu kalorii.
Jestem też trochę wkurzona faktem, że mieszkam z teściami, tzn. teściowie są okej i mi nie przeszkadzają, ale trochę głupio mi gotować jakieś fancy osobne dietetyczne obiady tylko dla siebie, kiedy w domu są oni. W sumie to chodzi o teściową, bo ona nie pracuje i jest w domu 24/7 i przez większość czasu jest w kuchni. Naprawdę ich lubię, ale nie chcę wyjść na jakiegoś samoluba, nie czuję się aż tak komfortowo, żeby tak się "panoszyć". Nie mam też nic do gotowania dla męża - lubię robić dla niego jedzonko, ale trochę mi głupio, gdy ja mam co innego, a on co innego. Ehh. Czy jestem dziwna, czy to normalne? ;p Najlepiej mieszkało mi się z moją mamą i babcią - pełen luz i zero skrępowania. Teściów jednak nie znam od zawsze i dlatego mam taki opór przed wyluzowaniem się, w dodatku w nie swoim domu.
W poniedziałek chyba po prostu powiem teściowej, że się odchudzam i będę sobie gotować osobne posiłki od czasu do czasu, jakoś wplotę to w rozmowę, żeby nie patrzyła dziwnie gdy coś przygotuję i zjem sama XD
No comments:
Post a Comment